Regina Albrink – www.regina-albrink.nl
*
Amsterdam, 27 grudnia 2009
*
Recital Reginy Albrink (Kerstrecital) odbył się w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, w Sali Kameralnej Het Concertgebouw w Amsterdamie.
Pianistka sprawiła na mnie wrażenie wykonawczyni o dużej, naturalnej muzykalności i sporych możliwościach interpretacyjnych. Na tle innych pianistów holenderskich, których miałam okazję do tej pory posłuchać, jest jedną z najciekawszych osobowości.
Z koncertu wyniosłam bardzo pozytywne wrażenia na temat talentu i umiejętności Reginy Albrink – aczkolwiek, jak sądzę, był to jeden z najgorszych dni w koncertowej karierze tej znanej w Holandii wykonawczynie Chopina i Liszta – absolwentki m.in. Akademii F. Liszta w Budapeszcie…
*

W pierwszej części koncertu artystka wykonała:
- W. A. Mozart – Wariacje C-dur na temat J. C. Fischera, KV 179/189a
- F. Chopin – Nokturn cis-moll, op. posth
- F. Chopin – Polonez es-moll, op. 26 nr 2
- F. Chopin – Polonez A-dur, op. 40, nr 1
- F. Chopin – Scherzo cis-moll op. 39
*
Wiele można by znaleźć walorów, przekonujących o talencie pianistki:
- umiejętność przemawiania do serc publiczności, bogactwo i niebanalność przekazu
- kreowanie wieloznacznych narracji o żywej ewolucji nastrojów, głębokich pokładach napięć, poetyckich obrazów i refleksji, towarzyszących dramatycznym kontekstom
- bezpośredniość wypowiedzi i doskonały kontakt ze słuchaczami
- wysoka zdolność koncentracji
- wrażliwość na piękno dźwięku, elegancję i kulturę frazy, oraz artykulacji
- wyczucie proporcji i relacji elementów muzycznych – tu, nie bez powodu podkreślę: spójności, oraz następstw elementów muzycznych
- umiejętność pięknego śpiewu, cieniowania melodyki, plastycznego modelowania faktury
- naturalność tempa rubato
*
Wariacje Mozarta, aczkolwiek zapoczątkowane w dość umiarkowanym tempie, nie wydawały się za wolne. Melodyka, nawet w spokojnej narracji, niosła swoje wewnętrzne opowieści – skupiające uwagę i wzbudzające zachwyt. Elegancją, momentami o emocjonalnym ładunku, pięknymi motywami lirycznymi, lekkością i pogodą. Barwne zmiany dynamiczne i kontrasty – klasyczne w stylistyce – oraz ciekawa faktura – mówiły o bogatej wyobraźni solistki i przemyślanych koncepcjach wariacji.
W Nokturnie pojawiły się wieloznaczne nastroje dźwiekowe o głębokich, niebanalnych pokładach znaczeń. Zarówno motyw wstępu, jak i tamat, niosły klimaty o własnych tożsamościach. Chopinowskie figuracje miały swoją śpiewność i narrację. Frazy kształtowane były z dbałością o detale: wybrzmienia, ostatnie dźwięki, wydźwięk odchodzącego w ciszę finału…
W większych i bardziej dramatycznych formach – Polonezach i Scherzo, doszedł do głosu opór, na jaki natrafiała pianistka. Trudność objęcia kompleksowym spojrzeniem form i struktur. Muzyka ujawniała wiele, bardzo wiele interesujących, przykonywujących, nawet zachwycającyh momentów, ale niepokonywalny opór “materii” powstrzymywał płynność wypowiedzi i rozmach. Linie melodyczne, nie tracąc nadal słyszenia wewnętrznego, stawały w nie-fizyczny sposób w miejscu, postrzeganie syntetyczne skróciło się.
Czuło się ostrożność dotykania klawiatury, zakańczania fraz, wykonywania figuracji technicznych.
Jakby coś się stało, jakby solistka nagle znalazła się w niedyspozycji. Pomimo, iż Regina Albrink nadal nie traciła skupienia, słuchała z wielką uwagą efektu brzmienia instrumentu. Wydawało się, że walczy o jakość koncepcji i walory brzmieniowe. O kontrolę przemyślanych wcześniej klimatów i ich przekaz. Po przygotowaniu, zapowiedzeniu obszernego w narracji segmentu Poloneza, o dramatycznym, mocnym wyrazie, nastąpiło asekuracyjne wycofanie. Artystka nie podjęła się rozwijania formy do kulminacji.
Próbowała modelować i sklejać rozpadające się całości, tworzyć doraźne relacje pomniejszych elemantów – i przede wszystkim, ich komunikatywność – ponad istniejącym oporem i problemami.
Widoczne było wielkie skoncentrowanie i słuchanie. A także dysproporcję pomiędzy słyszeniem wewnętrznym, a efektami brzmieniowymi. Śpiewność fraz nadal istniała i ich relacji między dźwiękami, pomimo, iż zdawały się podążać od kreski taktowej do kreski.
Pojawiły się na zewnątrz trudności techniczne, jakby ręce trafiały na fizyczny opór, niewładność, brak precyzji i celności. Gra brzmiała bardzo asekuracyjnie, z oszczędnością rozpędu, unikaniem ryzyka i konstrukcji większych segmentów narracji, z kumulowaniem sił.
Instrument, ręce – odmówiły współpracy. Zaczęły stanowić bariery. Jakby postrzeganie, nawet pamięć ruchowa, zawiodła.
Koncepcje zaczęły się sypać. Choć intencje nadal przebijały się w sporadycznych, krótko-odcinkowych momentach, w narracji spajanej małymi elementami.
Słychać było doskonałą, sprzężoną reakcję artystki, natychmiastowe podążanie za efektami brzmieniowymi, ich przekształcanie w spójny bardziej koncept, ale też to, iż wewnętrzne słyszenie nie znajdowało pełnego odbicia w wizualizacjach zewnętrznych, w dźwięku instrumentu.
Sytuację ratowały liryczne fragmenty, brzmiące z najmniejszymi oporami.
Musiało się to stać nagle. W sposób nie przewidywalny dla artystki – sądząc po jej doświadczeniu estradowym.
Oprócz walorów dzieł, potencjału muzycznych talentów, była to również prezentacja żelaznych nerwów i profesjonalnego panowania nad własnymi emocjami.
Tak zakończyła się pierwsza część recitalu, a w drugiej czekał jeszcze pianistkę duży repertuar Lisztowskich form…
- F. Liszt – Consolation Des-dur, nr 3
- F. Liszt – Sonet Petrarki nr 104
- F. Liszt – Gnomenreigen
- F. Liszt – Rapsodia wegierska nr 12
… a nawet bisy [cdn.]
____________________
Komentarze, lub pytania mile widziane.
Tagi: Het Concertgebouw, Kerstrecital, pianiści holenderscy, Regina Albrink