
*
“Wszyscy wielcy wirtuozi [...] przez pewien czas w młodości bardzo lubili i walić i rąbać” – H. Nauhaus
*
…jest to, by tak rzec “ośli most” przyszłego wirtuoza” (s. 117)
Profesor ma na myśli przesadne fortissimo i prędkość, które fascynują przyszłych “wirtuozów wielkich sal i tysięcznych audytoriów“.
“Prawdziwy, żywiołowy wirtuoz “rzuca się” na tę trudność i przezwycięża ją z powodzeniem [...] Oto dlaczego tak często w grze młodych wirtuozów, którym sądzone jest być wielkimi pianistami, słyszymy przesadę w szybkich tempach i w sile dźwięku“
Henryk Neuhaus przytacza tu przykład Richtera i Horovitza. Co do Gilelsa, to podobno “nie walił, ale lubił grać bardzo silnie i bardzo szybko“.
A któż nie lubi ekscytować się szybkością u początków swojej edukacji pianistycznej?
Co do “walenia” ponad miarę, to była to raczej tendencja ówczesnej metodyki. Z takimi, a nie innymi wyrobionymi cechami pojawiali się u profesora studenci. Nie jest to warunkiem, lub nie, bycia przyszłym wirtuozem.
Nie jest prawdą, że prawdziwy, przyszły wirtuoz musi walić “za młodu” w klawiaturę
A co jeśli nie wali? Jeśli słucha własnej gry? Czy Bach walił? Buxtehude walił po manuale? Scarlatti, Rameau, Mozart walili? Chopin też?
To w XIX, XX wieku pojawił się zawód pianisty koncertowego i w związku z tym koncepcje rywalizacji, profesjonalizmu, wirtuozerii, osiągania wyników i wszelakich, mniej lub bardziej dziwacznych wspomagaczy, wynalazków technicznych, idiotycznych ćwiczeń dla osiągania tego celu.
Profesor opisuje własne i tylko własne doświadczenia pedagogiczne. Mające miejsce w konkretnym miejscu i czasie.
Sama złapałam się na tym, że przedstawiam zjawiska i problemy techniczne typowe dla moich studentów, dla środowiska w którym właśnie jestem – choć ktoś z bardziej zaawansowanych polskich studentów mógłby pomyśleć: komu to potrzebne? (jak można by nie wiedzieć, że 5 palców powinno zajmować obszar co najmniej 5. białych klawiszy).
Osobiście dochodzę do wniosku, że to właśnie brak podstaw jest przyczyną późniejszych “zaawansowanych” problemów, ale i przyznaję, że na taką moję optykę, na takie wnioski, wpłynęło specyficzne środowisko pianistów.
Dlatego też myślę, że profesor Neuhaus troszkę się pośpieszył z wnioskiem. Jest to tylko pewna obserwacja, które nie jest i nie może być żadną regułą. Może być nawet dość niebezpieczną w skutkach (dla ewentualnych adeptów) sugestią.
Student pod okiem pedagoga (!) uczy się słuchać własnej gry. Powinien też uczyć się właściwych pryncypiów w sztuce wykonawczej i karierze muzyka. Omijać, jak się tylko da, z daleka, wszelkie dezorientujące zabobony i mity, podszepty ambicji, lub zbędnych kompleksów.
Jeśli się nie naczyta i nie nasłucha bzdur, to wszystko powinno być w jak najlepszym porządku. Niech tam kto sobie wali i rąbie, jeśli taka jego wola i frajda. Nie świadczy to zupełnie o niczym.
_____________________
Tradycyjnie zapraszam do pytań, lub komentarzy.
Tagi: Henryk Neuhaus, mity o sztuce pianistycznej, sztuka pianistyczna, technika pianistyczna